Trudna sytuacja pacjentów kardiologicznych

13 maja 2020

„Nie zostań w domu z zawałem” – to hasło akcji zainicjowanej przez Polskie Towarzystwo Kardiologiczne. O tym jak dużym wyzwaniem jest dla kardiologów pandemia i o sytuacji pacjentów opowiada profesor Beata Wożakowska-Kapłon, kierownik I Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach.

 

 

Czy dla kardiologów pandemia COVID-19 stanowi duże wyzwanie?

Naturalnie tak, dla nas kardiologów i dla naszych pacjentów. Po pierwsze dlatego, że wśród naszych chorych z niewydolnością serca, ciężkim nadciśnieniem, zespołami wieńcowymi, wśród seniorów obciążonych schorzeniami kardiologicznymi choroba szerzy się najgęściej, po wtóre dlatego, że zbiera wśród nich największe żniwo. Nasz początkowy brak doświadczenia z tą chorobą, brak wypracowanych strategii postępowania potęgował w pierwszych dniach niepokój, a przecież musieliśmy się zorganizować szybko i fachowo. W szpitalu wieloprofilowym, w jakim pracujemy, nasi pacjenci to chorzy o nieznanym statusie dotyczącym infekcji SARS-COV2 i każdy pacjent skąpo lub bezobjawowy, potencjalnie może być źródłem transmisji wirusa.

Jakie główne problemy dotyczą obecnie chorych ze schorzeniami serca i układu krążenia?

W ostatnich tygodniach organizacja ochrony zdrowia skupiona jest na walce z koronawirusem. Wprowadzone restrykcje spowodowały ograniczenie dostępu do kardiologa pozostałym pacjentom, w tym przewlekle chorym, wymagającym stałej kontroli. Efektem tego są już obserwowane przez nas w Klinice „przechodzone”, kilkudniowe zawały, ze znacznym uszkodzeniem serca i niewydolnością serca czy przyjęcia pacjentów, w zaawansowanym okresie choroby podstawowej. Osobną grupą są pacjenci oczekujący na planowe zabiegi kardiologii inwazyjnej, które obecnie są przesuwane na bliżej niesprecyzowany termin, często zresztą jest to sprowokowane prośbami pacjentów, którzy obawiają się hospitalizacji, w czasie epidemii. W najbliższych tygodniach i miesiącach będziemy musieli otworzyć poradnie, gabinety i sale zabiegowe, by nie stracić tego co wypracowaliśmy przez lata, czyli skutecznego leczenia w wielu schorzeniach kardiologicznych, a zarazem leczenia poprawiającego rokowanie tych chorych. Wymaga to organizacji systemu ochrony zdrowia praktycznie na nowo, z uwzględnieniem pacjentów z koronawirusem. Polskie Towarzystwo Kardiologiczne zainicjowało kampanie medialną: „Nie zostań w domu z zawałem

Czy według Pani Profesor szpital jest rzeczywiście miejscem gdzie bardziej jesteśmy narażeni na zakażenie wirusem SARS-CoV2?

Potencjalnie tak, ponieważ ok. 80% przypadków COVID-19 przebiega bezobjawowo lub skąpoobjawowo i nawet wówczas, kiedy wynik testu PCR jest ujemny, nie można w 100% wykluczyć możliwości infekcji. Na pewno dużej wyobraźni i zaangażowania wymagała organizacja klinik i oddziałów w tych miesiącach, nie wszyscy chorzy z COVID-19 mogą i są zdiagnozowani na SOR, więc wyznaczenie stref buforowych, tj. sal przejściowych, wstępnej obserwacji i izolacji pacjentów przyjmowanych na ostro z podejrzanymi objawami, wyodrębnienie w miarę możliwości osobnych pracowni dla tych właśnie chorych, stosowania wobec nich szczególnego reżimu sanitarnego, skutkuje brakiem zakażeń w klinice w której pracuję i dużym bezpieczeństwem pacjentów przebywających na innych oddziałach naszego szpitala. Pacjenci noszą maseczki, personel jest zabezpieczony. Muszę podkreślić, że pomysłowość, skuteczność i zapobiegliwość Dyrekcji w pozyskiwanie środków i sprzętu ochrony osobistej, ofiarność i zaangażowanie nie znanych nam wcześniej darczyńców, osób prywatnych i instytucji jest krzepiąca. Sprzęt i środki ochrony bowiem zużywają się bardzo szybko, a potrzeby są niezmiennie duże.

Odczuwalnym problemem był  długi czas oczekiwania na wynik testu w kierunku materiału genetycznego SARS-COV2, techniką PCR.

Odczuwaliśmy to rzeczywiście w początkowym okresie epidemii. W naszym Szpitalu została uruchomiona pracownia wykonująca testy dla naszych pacjentów, więc sytuacja znacznie się poprawiła, a czas oczekiwania na wynik testu istotnie skrócił.

Jak infekcja COVID-19 wpływa na układ krążenia u osób ze zdrowym sercem oraz u pacjentów już obciążonych kardiologicznie?

W pierwszym przypadku może dojść do powikłań kardiologicznych i zajęcia serca (np. pod postacią zapalenia mięśnia sercowego i niewydolności serca), podobnie jak się to dzieje w innych infekcjach wirusowych, np. w grypie. W drugim przypadku dochodzi do pogorszenia lub nasilenia schorzeń współistniejących. U chorych z COVID-19 i chorobami kardiologicznymi, często stwierdza się m.in. podwyższony poziom markerów uszkodzenia mięśnia serca (wzrost stężenia troponiny, CK-MB). Zauważono korelację podwyższonego poziomu troponiny z większą śmiertelnością, z powodu COVID-19. W badaniach sekcyjnych chorych, którzy zmarli, opisywano nacieczenie mięśnia serca, przez komórki zapalne. Nałożenie infekcji COVID-19  na niedokrwienie mięśnia serca u chorych po zawale serca, może zaostrzyć przebieg choroby i prowadzić do powikłań, jak zawał serca, zaburzenia rytmu czy zgon. U chorych z niewydolnością serca, zastojem w krążeniu płucnym, dochodzi do gorszej wentylacji płuc, co sprzyja infekcji koronawirusem i pogarsza przebieg choroby.

A co z lekami kardiologicznymi? Czy powinny być przyjmowane tak jak do tej pory?

Pod żadnym pozorem pacjent nie powinien samodzielnie zmieniać leczenia, choćby dlatego, że w przypadku destabilizacji stanu klinicznego (np. wzrostu wartości ciśnienia czy pojawienia się nowych objawów chorobowych) będzie trudno uzyskać poradę lekarską w przychodni lub w szpitalu. Warto uświadomić chorego, że regularne zażywanie leków jest kluczowe w tej sytuacji. Zamieszanie związane z terapią  inhibitorami konwertazy i sartanami spowodowało, że niektórzy z naszych chorych, czasami w ślad za swoimi lekarzami, w niekorzystny sposób modyfikowali swoją terapię, czy wręcz ją zaniedbywali. Na szczęście, duże towarzystwa naukowe bardzo szybko zareagowały zalecając utrzymanie dotychczasowych strategii postępowania.

Pandemia i istniejące ograniczenia działają na nas dość obciążająco i przygnębiająco, czy możemy zakończyć czymś optymistycznym?

Myślę, że pocieszający jest fakt, że zdążyliśmy wprowadzić przed epidemią koronawirusa informatyzację w polskiej ochronie zdrowia. Telemedycyna oraz e-recepty, okazały się nad wyraz przydatne, bez nich sytuacja polskich pacjentów byłaby jeszcze trudniejsza, pewnie kiedy wdrażaliśmy informatyzację w początkach roku nie było to łatwe. Teraz wiemy, jak znaczny uczyniliśmy postęp w tej dziedzinie. Na koniec osobista refleksja, otóż pandemia, która wymusiła na nas „zwolnienie aktywności” uświadomiła również jak bardzo byliśmy przepracowani i przytłoczeni obowiązkami. W ostatnim czasie, zyskaliśmy okazję do refleksji nad sobą i tempem życia. Jest wyjątkowa okazja do przewartościowania wielu spraw i docenienia bardzo zwyczajnych, ale jakże ważnych podstawowych wartości w naszym życiu.

 

Dziękuję za rozmowę

Opublikowano w aktualnosci przez Rzecznik Prasowy