Przed wakacjami. Specjaliści ostrzegają

24 czerwca 2020

Lekarze i fizjoterapeuci Centrum Pediatrii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach apelują o bezwzględne zachowanie wyjątkowej rozwagi podczas korzystania z wypoczynku nad wodą.

Dr n. med. Małgorzata Szerla  – kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej twierdzi, że każdy skok do wody może stać się przyczyną niepełnosprawności, nawet jeśli wykonuje go osoba, która dobrze pływa i świetnie skacze. Do niefortunnych skoków może dojść nie tylko nad rzeką, czy jeziorem, lecz także w hotelowych basenach. Najniebezpieczniejszy jest skok na „główkę”, którego wynikiem może być uszkodzenie rdzenia kręgowego, które jest nieodwracalne i oznacza ciężkie inwalidztwo do końca życia.

Do dramatów dochodzi często po spożyciu alkoholu, narkotyków i dopalaczy, czy też przez zwykły brak wyobraźni, i nieuwagę. Ryzykowne zachowania są niekiedy konsekwencją brawury, czy chęci popisania się przed kolegami.  Mniej więcej połowa urazów kręgosłupa, związanych ze skokami do wody, kończy się uszkodzeniem rdzenia kręgowego. Jego skutki, zależą od poziomu i rozległości uszkodzenia. Najczęściej zdarzają się porażenia na wysokości szóstego kręgu szyjnego, wówczas pacjent zachowuje niewielką  kontrolę nad szczątkowymi ruchami kończyn górnych. Gdy dochodzi do uszkodzenia rdzenia kręgowego, w górnej części odcinka szyjnego, tj. na poziomie pierwszego, drugiego i trzeciego kręgu, ujawnia się: nieodwracalne, czterokończynowe porażenie ciała, skutkiem czego poszkodowany nie może ruszać kończynami górnymi i dolnymi. Ponadto, dochodzi  do utraty funkcji oddychania, wówczas niezbędny staje się respirator, który przez resztę życie, sztucznie umożliwia pacjentowi oddychanie – wyjaśnia dr n. med. Małgorzata Szerla.

– Rozległym obrażeniom rdzenia kręgowego w odcinku szyjnym, mogą towarzyszyć również podtopienia i obrażenia czaszkowo-mózgowe – podkreśla dr hab. Wojciech Kiebzak prof. UJK, konsultant wojewódzki w dziedzinie fizjoterapii.  Ryzyko śmierci jest wówczas bardzo wysokie. Ofiarami takich zachowań  są głównie młodzi mężczyźni, w wieku ok. 20 lat. U osób, którym udało się przeżyć, możliwość powrotu do pełnej lub nawet częściowej sprawności ruchowej, teoretycznie jest niemożliwa. Stan taki wynika z faktu, że pomimo zastosowania najnowocześniejszych technologii medycznych, najlepszych metod leczenia, wiedzy, umiejętności oraz olbrzymiego wysiłku interdyscyplinarnego zespołu leczącego  w tym lekarzy, pielęgniarek, fizjoterapeutów, mikrobiologów, analityków medycznych i wielu innych specjalistów, a także zaangażowanie ogromnych środków finansowych związanych z niezwykle kosztowym leczeniem – nie daje oczekiwanych rezultatów. Stan osób uratowanych z trwałymi porażeniami mięśni, skutkujący niemożnością wykonywania ruchów i samodzielnego oddychania, powoduje olbrzymi, trwający przewlekle stres, jako wynik całkowitej zmiany stylu życia osoby poszkodowanej oraz jej najbliższej rodziny. Sytuację  poszkodowanej osoby pogarszają m.in. schorzenia urologiczne w tym pęcherz neurogenny, nietrzymanie moczu oraz schorzenia pulmonologiczne i zaburzenia gastryczne. Do tak trudnej sytuacji zdrowotnej dołącza się izolacja społeczna tj.: ograniczone kontakty z przyjaciółmi, rówieśnikami, szkołą, a nawet najbliższą rodziną – dodaje prof. Wojciech Kiebzak. Specjaliści podkreślają, że  jeżeli w trakcie skoku do wody dojdzie do urazu kręgosłupa, bez uszkodzenia rdzenia kręgowego, ale pierwsza pomoc nie zostanie udzielona prawidłowo, złamanie kręgosłupa może uszkodzić rdzeń kręgowy, nawet jeśli pozostał on nienaruszony w trakcie niefortunnego skoku. Skoki do wody, na głowę, wykonywane w niewłaściwych miejscach i w niewłaściwy sposób, to chwilowa, niepotrzebna oraz niezwykle ryzykowna “rozrywka”,  z której należy całkowicie  zrezygnować – reasumuje prof. Wojciech Kiebzak.

Apel popierają: Zbigniew Koniusz, wojewoda świętokrzyski i Bartosz Stemplewski, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach.

Opublikowano w aktualnosci przez Rzecznik Prasowy